Kupić nowy czy używany samochód?

 

Spróbujmy odpowiedzieć na odwieczne pytanie zadawane sobie przez kupujących samochód: nowy, czy używany? Większość osób wie z góry i wybierają się albo do salonu, albo do komisu. My - Dixi-Car - sprzedajemy zarówno samochody nowe, jak i używane. Kilka mitów i faktów na ten temat.

 

 

Ople Astra J i H - stara i nowa

Astra J (po lewej) - sprzedawana dziś jako nowa - to większy i bezpieczniejszy samochód niż poprzednia generacja (Astra H) - produkcja zakończona w 2012 r.

Samochody nowe są drogie - raczej mit

Chciałoby się dodać "drogie w zakupie" - a i to nie do końca prawda. Rzadko kto kupuje dziś bez negocjacji, ceny transakcyjne nowych samochodów są niższe niż to, co podają cenniki czy nawet nasza strona. Niskich cen się nie publikuje, by nie psuć rynku, do niskich cen się dochodzi w zaciszu salonu... Niskie ceny wynikają z ciągle organizowanych promocji, wyprzedaży rocznika, przynależności klienta do preferowanych grup zawodowych czy społecznych, zakupu "na firmę". Zasadą jest, że im bardziej eksponowana, czy "szanowana" pozycja klienta w hierarchii społecznej, tym kupi on nowy samochód taniej - czasem wręcz są to indywidualne negocjacje klient - importer (za pośrednictwem dealera) - szczególnie przy droższych egzemplarzach samochodów.

Ale co ważniejsze po zakupie mamy już z górki. Raz, że jest standardowa 2-letnia gwarancja, którą w przypadku Opla można wydłużyć do o dodatkowe do 3 lat. Mamy Assistance (holowanie w razie wypadku czy awarii na drodze), mamy ubezpieczenie za często niewielką kwotę, np. Opel oferuje pakiet OC/AC/NW dla nowych aut od 3,5% wartości pojazdu (stawka z dnia, gdy piszemy ten artykuł).

Nowe samochody dużo mniej palą - po prostu w ostatnich latach nastąpiła tu prawdziwa rewolucja (wymuszona przez UE) - Diesle palą poniżej 4 l (średnio), średniej mocy silniki benzynowe po 4-6 litrów na 100 km.

 

 

Samochody używane są lepiej wyposażone niż nowe - półprawda i z tendencją malejącą

Tu ważne zastrzeżenie - tytuł powinien brzmieć "Samochody używane sprowadzone z Niemiec (najczęściej po przejściach) są zwykle lepiej wyposażone niż nowe (bezwypadkowe) z salonu". Fragmentu "po przejściach" niektóre osoby nie dopuszczają do swojej świadomości. W czasie komisowych rozmów część amatorów używek zachowuje się tak, jakby nie chciało usłyszeć prawdy, być może dla własnego psychicznego komfortu, wszak samochód używany się błyszczy i wygląda jakby nie był bity.

Są wszak samochody używane "z polskiego salonu" - często 2-letnie i już znalazły się w ofercie używanych - dlaczego? Są poflotowe, poleasingowe, pofirmowe - mają znaczne przebiegi, raczej nie były oszczędzane, choć w przeważającej części były serwisowane w ASO. Ceny takich samochodów używanych są umiarkowanie wysokie, wyposażenie w stanach średnich.

Wracając do nagłówka, czy prawdą jest, że nowe samochody są "słabo wyposażone"? Wszak wyposażenie wybiera sobie klient, a najbogatszy w Oplu poziom wyposażenia Cosmo można doposażyć jeszcze w opcjonalne pakiety. Wszystko to kosztuje. Załóżmy, że chcesz kupić nowy samochód, ale tani - tu zaskoczenie - na dziś najtańszy Opel ma w standardzie klimatyzację i wysokiej jakości fabryczny zestaw audio. Jest tu kilka wyjątków (niszowy Adam i dostawcze), ale już mała Corsa - na dziś najpopularniejszy model wśród nowych Opli w Polsce - ma w podstawie radio i klimatyzację.

 

 

Samochód w programie demo

Samochody "po jazdach demo" są zwykle w doskonałym stanie i są to najbogatsze wersje. Klient otrzymuje pojazd "rozklejony", czyli dealer usuwa naklejki reklamowe. Na fot. Astra sedan przed salonem Dixi-Car.

A może samochód DEMO?

Mamy tu na myśli samochody po-demonstracyjne (nasze oferty). Służyły u dealera do prezentacji zainteresowanym klientom, czyli najczęściej do 30-minutowych jazd próbnych. Zwykle są to najbogatsze wersje, np. Cosmo, bywa, dodatkowo doposażone w coś jeszcze, np. zestaw głośnomówiący, albo jakiś dodatkowy pakiet od producenta (np. zestaw audio z nawigacją z najwyższej półki, ksenony). W zależności od "obrotności" dealera samochód taki potrafi mieć w chwili sprzedaży przebieg od 500 km (!) - do kilkudziesięciu tysięcy kilometrów - jeśli dealer wypożyczał takie auto na dłuższe "jazdy testowe" do firm, albo klientom prywatnym na weekendowe przejażdżki.

Ceny samochodów DEMO bywają nadzwyczaj atrakcyjne, a oferta jest bardzo ograniczona - dealer ma takich samochodów od kilku do ok. dziesięciu i wymienia je raz na kilka-kilkanaście miesięcy.

 

 

Nowy samochód muszę serwisować w ASO, gdzie jest drogo - mit

Oczywiście klienci mają tu na myśli okres gwarancji, czyli że muszą rzekomo przyjeżdżać do serwisu autoryzowanego i tu wykonywać serwis, aby nie utracić gwarancji.

Po pierwsze producent nie może klienta do niczego zmusić - klient nabywa samochód na własność i może nim jeździć do dowolnego warsztatu, tylko to niekoniecznie będzie taniej.

 

Teraz pytanie, czy w okresie gwarancji wydatki na serwis są tak duże? Z naszej praktyki: przeważająca większość klientów indywidualnych w okresie fabrycznej gwarancji producenta wykonuje w swoich samochodach tylko to:

 

  • dwa przeglądy okresowe - pierwszy po roku, drugi po dwóch latach - koszt kilkaset złotych/przegląd - ostatnio często są promocje
  • ew. naprawy "na gwarancji", czyli na koszt producenta

 

Plus ew. dokupienie kół zimowych, jeśli ktoś nie dostał ich w promocji. To wszystko.

 

Ciekawe, że floty firmowe w większości korzystają z ASO - a przecież ich pozycja przetargowa wobec serwisu jest niebywała - są to firmy mające często po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset pojazdów. Gdyby faktycznie mogły "oszczędzić" na serwisie, jeżdżąc do serwisu nieautoryzowanego, czy nie robiłyby tego?

 

Wracając do poczynionego założenia, tzn. że producent może zabrać nam gwarancję, jeśli nie korzystamy z ASO, odpowiedź jest niejednoznaczna:

  • producent nie zabierze nam gwarancji, ale może odmówić nam konkretnej naprawy gwarancyjnej, jeśli ASO stwierdzi, że do danej awarii przyczynił sie niefachowy serwisant.

 

 

2-letni używany jest praktycznie tak samo dobry jak nowy - prawda albo mit - zależy dla kogo

Zastanówmy się, 2-letni samochód używany, który mamy na myśli, ktoś musiał kupić wcześniej jako nowy, czyli wydać na średniej klasy samochód, np. 60 tys. zł. Po dwóch latach sprzedaje go za 30-40 tys. zł. Dlaczego tak czyni i dlaczego mu się to opłaca?

Tu musimy nawiązać do elementarza ekonomii, czyli relatywnej wartości czasu... Godzina czasu może być warta nic albo 5 tys. zł - zależy dla kogo. Dla prezesa korporacji może być warta 5 tys. zł, ale tacy latają prywatnymi samolotami. Dla prezesa niższego rangą wartość godziny pracy to np. 500 zł i taki będzie jeździł np. luksusową marką... Menedżer średniego szczebla wycenia swoją godzinę pracy na 100 zł, jeździ samochodem popularnej marki i opłaca mu się go pozbyć już po dwóch latach, bo np. robi duże przebiegi i wystarczy, że dwa razy w roku samochód odmówi mu posłuszeństwa "w polu" i już mu się to przestaje kalkulować.

Na końcu "łańcucha pokarmowego" mamy przeciętnego Kowalskiego w grupie wiekowej do lat 25, dla którego godzina czasu jest warta złotych 10. Takiej osobie opłaci się zakup samochodu 10-letniego.

 

Życzymy udanych decyzji.

 

marzec 2014

 

 

 

 

Tagi: nowy czy używany, decyzja, salon, komis, co kupić, samochód, auto



 

 

Podziel się:
Przejdź na górę strony Powrót do góry      Poleć tę stronę znajomemu Poleć tę stronę znajomemu

 

 

Wyprzedaż rocznika 2017. Opel Corsa od 37 300 zł